Choroby psychosomatyczne


Duży procent z wszystkich chorób to choroby psychosomatyczne. To znaczy wywołane świadomie lub nie świadomie przez nasz umysł. Z czego się biorą? Z tysiąca rzeczy, między innymi:
negatywnych myśli
odbioru negatywnego przesłania
przekonania o jakimś fakcie
i innych

Onegatywnych myślach było dużo. Teraz o odbiorze negatywnego przesłania. Przychodzi kichająca osoba do pracy, z nosa jej cieknie, zużywa paczkę chusteczek w 10 minut i wszystkich dookoła przekonuje: „Nie podchodź do mnie, bo się zarazisz. Naprawdę; już kilka osób boli gardło”. Ona naprawdę w to wierzy i bardzo się stara (oczywiście podświadomie). Twierdzi że jest w stanie zarazić każdego, na kogo popatrzy. Gdyby było tak naprawdę to już w autobusie połowa ludzi zaczęłaby kichać, ale jakoś nie chcą. Dziwne. A ja powiem dlaczego. Oni nie wiedzą, że mają zachorować. W pracy co innego – każdemu można to powiedzieć.

Potem wystarczy tylko jedno kichnięcie, ot chociażby z powąchania pieprzu. Acha – to pewnie zaraziłam się w pracy od tej osoby. To wszystko. Zazwyczaj na stwierdzenie że „czymś cię zarażę” kierowanym do mnie odpowiadam, że nie. Nie przyjmuję jej twierdzenia, że coś mi może zrobić i dodaję, że jeszcze nie znalazła się osoba, która by mnie czymś zaraziła. Naprawdę – jeszcze nie znalazła się osoba, która zaraziłaby mnie np. katarem lub grypą.

Mogę to śmiało powiedzieć: zdrowy organizm nie zachoruje. Zdrowy organizm ma na tyle siły, żeby zwalczyć KAŻDĄ chorobę. Dopiero kiedy przeszkadzamy mu w tym – choroba zwycięża.

trzecim, wymienionym tutaj źródłem są przekonania. Zdania – twierdze wmawiane nam przez rodziców / babcie przez długie lata. „Nie wychodź na dwór z mokrą głową bo się przeziębisz”. To nic, że na dworze jest 35 stopni. I tak się dziecko przeziębi. Bo mama tak mówiła. Mama – jako autorytet. „Nie skacz tutaj bo złamiesz sobie nogę” – jakie to słodkie. Dziecko – potem dorosły, może być astronautą, ale wie, że jeśli skoczy z tego murku, który ma pół metra to złamie nogę. A wystarczy powiedzieć „Nie skacz z tego bo MOŻESZ sobie coś zrobić”.

Inne zdanie to: „Nic w domu nie może się zmarnować”. Mamy w szafce lekarstwo – doskonałe na przeziębienie. Widzimy je codziennie przy myciu zębów. No, jest lato, jest nam nie potrzebne. Ale wiemy, że data ważności kończy mu się z końcem roku. Jest jesień – najlepszy okres na katar, a my przecież mamy to lekarstwo na katar – świetne i wkrótce trzeba będzie je wyrzucić, a w domu nic się nie może zmarnować. Co robimy? Przeziębiamy się.

Inną „twierdzą” są odruchy. Kiedy małe dziecko się czegoś boi – mama daje mu jeść. Dziecko przestaje płakać. Raz, drugi, trzeci. Kiedy już będzie starsze – będzie miało zakodowane. Boisz się – jedz. Jedz, to Cię uspokoi. Wiele jest przypadków osób, które jedzą, nie wiedząc dlaczego. Po prostu w pewnych trudnych sytuacjach muszą coś zjeść. To może być tego przyczyną. A zrozumieć przyczynę – jest pierwszym krokiem do zmiany.

Wszelkie „poważne” choroby jak np. rak również mogą być wywoływane psychosomatycznie. Zazwyczaj do roku przed wystąpieniem choroby osoba dorosła przechodzi przez tzw. „utratę obiektu miłości”. Może być to utrata kogoś bliskiego, współmałżonka, utrata ukochanej pracy, idei itp. Człowiek stwierdza, że nie ma po co żyć i wybiera sobie (podświadomie) chorobę, która – według niego – najszybciej pozwoli mu umrzeć. Jeśli dana osoba najbardziej boi się raka – wybiera raka. Jeśli zapalenia płuc – dostanie zapalenia płuc.

Inną przyczyną jest … bezmyślność. Czasami jest tak, że żyjemy w pewnym środowisku. Za środowisko uważam – dom, dietę, pracę, sposób zachowania. Po jakimś czasie okazało się, że jesteśmy chorzy. Na przykład na nerki. Idziemy do szpitala – leżymy tam 2-3 miesiące i lekarz mówi nam, że jesteśmy zupełnie zdrowi, że możemy iść do domu. Pakujemy swoje rzeczy i wracamy … „na stare śmiecie”. Do tych samych warunków, do tych samych sposobów myślenia, które wpędziły nas w chorobę. Po 3-6 miesiącach znowu jesteśmy w szpitalu. „Choroba nerek nie została wyleczona i się odnowiła” – chwalimy się wchodząc. A właśnie, że nie. Ostatnim razem zostaliśmy zupełnie wyleczeni tylko sami, na swoje własne życzenie znowu zachorowaliśmy. Tak, to już jest głupota, ale takie właśnie są przypadki. Nie wystarczy wyleczyć chorobę, trzeba w przyszłości unikać warunków, które ją spowodowały.